PERUN SKYMARATHON – 04.05.2019

RUNNING

Skąd pomysł na bieg w środku majówki? Powodów jest kilka. Po pierwsze – plany startowe posypały mi się nieco, gdy okazało się, że Maratonu Mustanga nie będzie. Szukałam alternatywnego biegu na długim dystansie w podobnym terminie. Po drugie – mój urlop 2.05 (czyt. długa majówka) nie był pewny, więc wylotu w odległe kraje tym razem nie planowaliśmy. Po trzecie (i najważniejsze) – Mój M. od początku twierdził, że jest to bieg dla mnie. Dlaczego? Po przebiegnięciu pierwszego ultra (SGS) nie czułam “maxa”. Chciałam “jeszcze”. Perun miał sprawić, że powiem “już” 🙂

Tytułem wstępu – Perun SkyMarathon był dla mnie jedną wielką niewiadomą do samego końca. Suma przewyższeń sugerowała zabranie kijów. Czy ja w ogóle potrafię biegać z kijami? Miałam je w ręku zaledwie dwa razy. Na trekkingu. Profil trasy wskazywał sporo podchodzenia. Podchodzić od razu, od pierwszej górki? A może dopiero, gdy braknie sił, by podbiegać? Prognoza pogody – deszcz ze śniegiem. Typowo kobiecy problem: jak się ubrać?! Buty. Niestety obecnie nie mam lepszej opcji niż Speedcrossy, których nie znoszę… Kontuzja. Ostatnie dwa tygodnie musiałam nieco poluzować z treningami. Fizjo niby pomógł, ale czy w trakcie biegu nic się nie odezwie? Zakwasy. Czy ponad 50 kilometrów w nogach w ciągu ostatnich dni nie wpłynie na jakość biegu?

Jednak z drugiej strony … o pudło nie walczę. W końcu to Mistrzostwa Czech. Jestem wyspana, wypoczęta, zrelaksowana. Dieta przedstartowa była, a dzień miesiąca sprzyja.

W piątek to właściwie już tylko roluję się, leżę i jem. A co! Przygoda!

Cel minimum: być w pierwszej 20-stce kobiet + być 2 Polką po Natalii 🙂

Prosto z Małej Fatry, w przeddzień zawodów, ruszamy do Istebnej – tam mamy nocleg. O 7:00 rano w sobotę kierujemy się do miejscowości Oldrichovice w Czechach, w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Na miejscu jesteśmy już przed 8:00. Odbieram pakiet startowy (numer startowy z chipem, koszulka,  biegowo-górska książeczka i ulotki).

sdr

Świeci słońce, temperatura wynosi około 10-12 stopni, nie wieje. Podchodzi do nas Jerzy z kolegą. Rozmawiamy chwilę. Później spotykam Natalię. Zamieniamy kilka słów. Szacujemy mój czas na około 7 godzin i życzymy sobie wzajemnie powodzenia. Nadal nie wiem, czy brać kije. “A wrzucę je do plecaka, najwyżej nie wyjmę. W sumie to prawie nie ważą.”

Zaczynam się rozgrzewać. Truchtam chwilę i kręcę bioderkami. Bez przesady, zdążę się jeszcze zmęczyć. Trwa odprawa techniczna. Po czesku. Nic nie rozumiem.

DCIM114GOPRODCIM114GOPRODCIM114GOPRO

04.05.2019 roku, godzina 09:15. Start – Oldřichovice (Flight park Javorový)

Dystans: 42,87 km, suma przewyższeń: +3250 m/-3226 m

Przechwytywanie

Ustawiam się z boku stawki. Odliczanie i start. Wybiegamy. Nie słyszę charakterystycznego dźwięku chipa przy przekraczanie maty pomiarowej. Sczytało, czy biegnę treningowo?

DCIM114GOPRODCIM114GOPRO

Biegniemy kilkaset metrów asfaltem lekko w górę. Po przebiegnięciu około 600 metrów orientuję się, że nie włączyłam zegarka z trackiem. Dobiegamy do trawiasto-ziemisto-kamienistego podejścia na Javorovy. Wyciągam kije. Nie biegnę, staram się żwawo podchodzić. Właściwie to nikt poza ścisłą czołówką nie biegnie. Wyprzedzam sporo osób, w sumie to wymijam, bo podejście jest bardzo szerokie.

20190504_09421620190504_0942172019-05-04 129_Perun SkyMarathon2019-05-04 130_Perun SkyMarathon

Przy szczycie dopingują nas kibice – Fan Zone! Są dzwonki, trąbki, okrzyki i oklaski. Mijamy szczyt i biegniemy w dół, dość szerokim szutrowym zbiegiem. Chwytam oba kije w prawą dłoń, potem jeden w jedną, drugi w drugą. Testuję. W jednej jest wygodniej. Trzymam tempo 4:30 min/km. Nie chcę szybciej. Po niecałych 50 minutach mijam pierwszy punkt odżywczy w Gutach (6,5 km). Wyciągam żel z kieszonki plecaka, nie zatrzymuję się. Zaczyna się kolejny, tym razem mniej stromy, podbieg, na którego finishu ponownie kibicuje nam rozentuzjazmowany tłum. Nabieram coraz więcej sił, świetnie się bawię! Minęło 1,5 h, czas na batona.

NIK_337159551995_2316415658684825_7228473535906185216_n59670011_882207695465320_4271215499787894784_n59740172_664951453964181_226049995713806336_n60037816_438880503595763_1122279687498760192_n59652343_2261123737486108_4864867344024862720_n

Kolejny zbieg jest mocno techniczny – osuwająca się spod nóg ziemia, małe potoczki do przeskoczenia, a dalej mnóstwo kamieni. Jest wąsko. Na szczęście ekipa, z którą biegnę, ma podobne tempo. Pomagam sobie kijami. Zauważam biegacza, który idzie pod prąd. Kij wbił mu się w ziemię i wraca po niego! Dobiegam do drugiego (13,5 km) punktu odżywczego w miejscowości Reka. Już z daleka widzę M. Wciska mi hydrosalta do ust i podaje Orsalit. Nie pozwala mi zatrzymać się, wypycha wręcz do góry. Mówi, że jak zbiegnę to uzupełnimy żele, batony i izotoniki.

IMG-20190505-WA0010IMG-20190505-WA0009IMG-20190505-WA0016IMG-20190505-WA0017IMG-20190505-WA0012IMG-20190505-WA0014IMG-20190505-WA0022PERUN-87

Nie protestuję. Napieram pod górę, podejście jest bardzo strome! Wyciągam ostatni żel energetyczny z kieszonki plecaka. Zostały mi tylko dwa shoty magnezowe. Póki co, nie czuję potrzeby ich stosowania. Zbieg pod wyciągiem narciarskim jest jeszcze bardziej wymagający. Kilka razy ujeżdża mi noga na luźnych kamieniach, ale utrzymuję równowagę. Ktoś za mną nie ma tyle szczęścia. Jestem na dole. Przebiegam przez matę pomiarową z czasem 2:19:30. Jestem 153 OPEN. Uzupełniamy zapasy i biegnę dalej. Podbieg jest łagodny, ale bardzo długi. Wyciągam kolejny żel. Jestem w połowie. Zaczynam zbiegać do punktu odżywczego w Tyrze. Zbliża się 25 kilometr trasy. Punkt miał być co najmniej 2,5 kilometra wcześniej. Nie planowałam się zatrzymywać, jednak zauważam, że może nie starczyć mi picia do następnego punktu. Uzupełniam jednego flaska wodą. Tracę kilka minut, ale ostatecznie stwierdzam, że była to dobra decyzja. 

DSC08549

Na podejściu na Ostry wyprzedzam sporo osób, które zatrzymały się, by uzupełnić wodę w źródełku. Jem batona. Podejście kończy się, dalej biegniemy lasem, jest w miarę płasko. Widzę, że z jednej z bocznych ścieżek zaraz będzie wyjeżdżał traktor. Przyspieszam, by mieć pierwszeństwo na skrzyżowaniu.

NIK_3707NIK_3708NIK_3709

Na trasie pojawiają się kałuże i trochę błota. Następnie zbiegamy w kierunku miejscowości Kosariska (30 km). Ten zbieg jest mocno techniczny – śliskie liście, a pod nimi kamienie, co kawałek małe potoki i mokre skały. Tutaj tracę z oczu dziewczynę, z którą mijałyśmy się wielokrotnie na trasie. Doganiałam ją i wyprzedzałam na podejściach, ona mnie na zbiegach. M. czeka na punkcie z hydrosaltem, Orsalitem i nowymi żelami. Kolejnego batona już nie chcę, shotów magnezowych też nie potrzebuję. Jest mi trochę niedobrze. Zbyt krótki odstęp czasu pomiędzy ostatnim batonem, a zbiegiem. Jem połówkę banana i biegnę dalej. Jeszcze dwie górki i koniec. Podbieg nie jest długi, za to zbieg za nim nie ma końca. Na dobitkę kilka schodków w dół, kawałek asfaltu i dobiegam do najniższego punktu na trasie. Przede mną ostatnie podejście wąską leśną ścieżką uwieńczone słynnym Grande Finale. Strasznie męczy mnie ten fragment. Pora na kolejny żel – z masłem orzechowym, mniam! Potrzebowałam tego smaku. Podchodzę leśną ścieżką slalomem. Raz skręt w prawo, zaraz potem w lewo. Kilka osób przepuszcza mnie widząc, że idę o mikrosekundy szybciej. Przypominam sobie, jak podczas rekonesansu tego odcinka, byłam pewna, że będę go biec. Jednak mając blisko 40 kilometrów w nogach nie jest to tak banalne, jak mi się wydawało. Docieram do szutrowej ścieżki. Wyprzedzam kilka osób, które… odpoczywają. Biegnę przez około 1,5 kilometra jednym z niewielu płaskich odcinków na trasie, po czym wolontariuszka kieruje mnie w lewo na Grande Finale – ostatnie podejście, prawie w pionie.

NIK_4061NIK_4062

Biorę kolejny żel energetyczny. Energia zdecydowanie się przyda. Kilka osób przede mną idzie wydeptaną ścieżką. Wymijam je bokiem, tracąc niestety siły na omijanie kępek traw. Jestem na Javorovym. Część osób siada na ławce na szczycie. Co jest?! Zbiegam w stronę mety. Czwórki mocno palą. Znacznie lepiej mi się tutaj podchodziło kilka godzin wcześniej. Wybiegam na asfalt i biegnę w dół. Skręcam w lewo na trawę, ostatnie metry i przekraczam linię mety z czasem 6:20:21 jako 16 kobieta i 2 Polka.

DCIM114GOPRODCIM114GOPRODCIM114GOPRODCIM114GOPRO59719535_2071726879592021_1368543031963156480_o

Cel minimum wykonany. Dostaję medal na szyję. Na mecie czeka piwko w puszce, herbata, bułeczki drożdżowe, kolorowe cukierki i owoce – banany i jabłka. Kawałek dalej można zjeść posiłek regeneracyjny – zupę ziemniaczaną lub fasolową oraz napić się piwka z kija czy Kofoli.

Podsumowując:

Miejsce OPEN: 121/390
Miejsce OPEN KOBIETY: 16/73
Miejsce K39-: 13/46

59623153_504906833377403_8606555385291079680_n

Kije zdecydowanie się przydały, Speedcross’y nawet polubiłam. Wnioski na przyszłość? Mniej batonów (trochę zamulają), więcej żeli. Reasumując – znów pobiegłam zbyt zachowawczo. Liczyłam na to, że nie będę mogła się ruszać. Zatem dalej szukam granic swoich możliwości. Ale wiecie co Wam powiem? Skyrunning to jest to!

Co do trasy – perfekcyjne oznaczona. Świetnie przeprowadzona – asfaltu bardzo mało, płaskich odcinków prawie brak. Punkty żywieniowe zlokalizowane w odpowiednich miejscach. Organizacja i klimat biegu na medal.

sdr

Po dekoracji zwycięzców i losowaniu nagród wracamy do Istebnej. Nazajutrz czeka nas mieszanie owiec na Stecówce. Majówka dalej trwa! 🙂

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s